
Umieranie, przemijanie, odchodzenie, trwanie, jednym słowem - Życie.
Wszystko jest udziałem mojego Istnienia. Jestem i coraz bardziej mnie nie ma.
Coraz bliżej śmierci - wciąż bliżej Tajemnicy - czy potem znów Jestem?
Co znaczy umierać, przemijać, żyć ?
W każdej chwili ktoś się rodzi - ruszają wskazówki kolejnego, policzonego do ostatniej sekundy zegara.
W każdej sekundzie ktoś, gdzieś stawia kolejną fotografię kogoś, kogo już nie ma, bo znowu śmierć wpadła na chwilę, z mniej lub bardziej niespodziewaną wizytą.
Śmierć - znam ludzi, którzy boją się tej chwili, jako własnego doświadczenia, znam też takich, którzy jeszcze bardziej boją się śmierci swoich bliskich.
I znam też ludzi, którzy potrafią dogadywać się ze śmiercią - na rzecz wielkiej pochwały życia.
„Więc w tej ciszy ukryty ja - liść,
oswobodzony od wiatru,
już się nie troskam o żaden z upadających dni,
gdy wiem, że wszystkie upadną."
Te słowa K. Wojtyły przyszły do mnie pewnego wiosennego dnia, parę lat temu - były głębokim doświadczeniem świadomości tego, że nie można bać się śmierci.
Ale najbardziej niezwykłą lekcją na temat przemijania, jaką otrzymałam, była lekcją, której udzieliła mi moja siostra - chcę Wam dzisiaj o niej opowiedzieć.
Pewnego dnia, na moje frustracje z błahych, codziennych powodów - z głęboką zadumą w głosie - machnęła ręką i powiedziała:
„Gośka, daj spokój - przecież kiedyś tej chwili też nie będzie".
Przeszył mnie dreszcz, to był jeszcze ten czas, kiedy, zupełnie nieracjonalnie, ciągle miałam nadzieję, że jednak uda się oszukać, to czego oszukać nie można.
Odeszła kilka lat później i zabrała ze sobą tak wiele ale pozostawiła chyba jeszcze więcej. Nie znałam nikogo, kto z pełną świadomością, tego, iż starość nie będzie jego udziałem - potrafił tak pięknie, tak głęboko, tak niezwykle żyć.
Wiedziała, że każdy kolejny dzień to bonus od życia, że każda kolejna noc, to odkrywanie samotnej, bezsennej ciszy, że któryś świt - może być ostatnim, jak ten na granicy nocy i dnia w sierpniowy poranek 2004 roku.
Była osobą bardzo słabą, w tym sensie, że nigdy nie przyłożyła nikomu w ucho, choć pewno nie raz miała na to ochotę - zwłaszcza w stosunku do mnie ;-).
Choroba na którą obie, w wieku paru lat, zachorowałyśmy, uniemożliwiła nam wiele rzeczy, również to, by móc się bić, jak to każdym siostrom, tym bardziej bliźniaczkom, się zdarza. Nic z tego - zanik mięśni zrobił z nas wojowników na słowa i gesty, nigdy na czyny.
Uczyła mnie mądrego życia, dystansu do codzienności, do konfliktów, o których za chwilę nikt nie pamięta - które ja, z racji swojej „narwanej emocjonalnie" natury - przeżywałam i przeżywałam i przeżywałam....
Żyła, każdą chwilą swojego czasu, tworząc niezwykły świat, na miejsce świata, który choroba nam zabierała, na miejsce świata, którego choroba nam nigdy nie dała.
Pracowała, dużo i z wielkim poczuciem odpowiedzialności za to co robiła. Potem do późna w nocy - tworzyła grafikę komputerową zamieniając wyobraźnię na niezwykłe obrazy.
Dusza towarzystwa - uwielbiała zażarte dyskusje na wiele tematów - od filozofii, po system komputerowy, jaki w tym czasie używała.
Wiem, że obawiała się śmierci ale kiedy nadszedł ten czas, dopełniła go tak samo mądrze, spokojnie i z wielką „duchową elegancją" - jaką zawsze w sobie miała.
Kochała życie w niezwykły sposób.
Odeszła, bo każdy musi odejść, ale żyła tak, jak nie każdy potrafi.
wtorek, 9 lutego 2010
framuga : 11798
Z gory przepraszam Czytelnikow za brak diakrytykow...nie posiadam Polskiej klawiatury

Od prawie dwudziestu lat nie mieszkam w Polsce. Czasmi pisze ale niestety coraz rzadziej z braku czasu...chyba prawie kazdy ma takie doswiadczenie czasowe wzgledem wzrastajacych lat....Jestem 'psychologiem' z braku odpowiedniego slowa w jezyku polskim, terapeutka, klinicznym doradca zdrowia psychicznego, od lat pracuje z dziecmi i ich rodzinami a od czterech lat prowadze bardzo elitarny zespol zajmujacy sie 'interwencjami kryzysowymi', generalnie trauma w rodzinie, w spoleczenstwie, otoczeniu. Moja pasja jest lepsze zrozumienie czlowieka, obecnosc w Jego zyciu kiedy nastepuja zmiany, kiedy czlowiek chce czegos wiecej dla siebie i swojego otoczenia. Moim wyzwaniem jest trauma na kazdym szczeblu, chociaz znajduje sie w niej jak we wlasnych butach, ma w sobie tatuaz wiecznosci i nieskonczonosci, poki istnieje czlowiek - bedzie trauma.
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj: